Rano poszliśmy przez park na stację Kashihara-jingu-mae.
Miasteczko Hasedera leży w górach, więc dużo tu schodów.
7 lat temu, jesienią nie było tu turystów. niestety teraz było inaczej, pewnie przez golden Week. W drodze do świątyni zaszliśmy na kawę. W Japonii zawsze pytają czy ma być gorąca czy mrożona, bo tutaj większość woli z lodem.
Tutejsza buddyjska świątynia z 686 roku nazywana jest "świątynią kwiatów", między kwietniem i majem kwitnie tu ponad 150 rodzajów piwoni.
Kryte schody "Noboriro" pną się na wysokość 200 m i posiadają 399 stopni.
Schody, schody i schody...
Na szczycie las niczym selwa
a w nim bambusy
W drodze na stację Esaú wspiął się do innej, malutkiej świątyni, ja czekałam na dole, bo dokuczył mi reumatyzm w kolanach.
Na obiad curry dla Esaú.
Dla mnie zimny makaron soba z warzywami i kostkami lodu, i wywar z mięsa.
Tanuki na przynosi szczęście w interesach.
W Kashihara Esaú wyszedł na wieczorny spacer za dom Mama-san.
Wcześniej kupiliśmy suszi na kolację, Mama-san powiedziała, że nie jest glodna, pewnie zjadła wcześniej, bo o 20.00 to dla niej późno. Musieliśmy zjeść to wszystko sami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz